Po wyjątkowo obfitych opadach deszczu północne Chile zmieniło się w pole kwiatów: pustynia Atacama, najsuchsza pustynia świata poza obszarami polarnymi, przeżywa najbardziej kolorowe kwitnienie od trzech dekad. Być może jest ono największe w ogóle, choć naukowcy dopiero to sprawdzają.
Od powodzi do morza kwiatów
Zimą, w lipcu i sierpniu, region nawiedziły gwałtowne powodzie związane z cyklem El Niño. W niektórych miejscach spadło najwięcej deszczu, od kiedy w latach 50. XX wieku zaczęto prowadzić pomiary. Woda zniszczyła lub uszkodziła kilkadziesiąt domów, a kilkaset osób musiało się ewakuować.
Deszcz wsiąkł jednak głębiej niż od dziesięcioleci i obudził miliony nasion, bulw i kłączy, z których wiele przeleżało w piasku całe dekady. Najpierw pustynię spowiła blada żółć, potem pojawił się fiolet, a dziś niemal każde zagłębienie terenu jest usiane barwnymi plamami. Kwitnie ponad 200 gatunków. Badacze znaleźli kwiaty w miejscach, gdzie nigdy wcześniej ich nie odnotowano, co sugeruje, że bulwy tkwiły tam uśpione jeszcze przed 1997 rokiem, kiedy zjawisko zaczęto opisywać szczegółowo.
Zjawisko, nazywane lokalnie Desierto Florido, czyli „kwitnącą pustynią”, wraca co kilka lat, ale naukowcy zauważają, że przez zmiany klimatu i nietypowe opady zdarza się coraz częściej. Kwiaty żyją krótko: po kilku tygodniach usychają i zrzucają nasiona, które czekają w glebie na kolejny deszcz. Cały cykl trwa około dwóch–trzech miesięcy. W tym roku kwitnienie ma potrwać do połowy listopada.
Tymczasowy ekosystem i wyścig z czasem
Na kwiaty reagują owady, a za nimi jaszczurki, nietoperze i większe ssaki, takie jak guanako. Do gwiazd pokazu należy garra de león, czyli szkarłatny kwiat z długimi zielonymi liśćmi przypominającymi płomienie. To gatunek endemiczny, rosnący tylko na kilkukilometrowym odcinku wybrzeża w Atacamie.
Biolodzy z INIA, czyli chilijskiego instytutu badań rolniczych, zbierają nasiona do banku genów, by zachować unikatowe cechy roślin przystosowanych do skrajnej suszy. Część liści ma drobne włoski, inne grubą woskową okrywę, a to różne sposoby pozyskiwania i oszczędzania wody. Badaczka Ana Sandoval powiedziała: „To tak, jakby pustynia się budziła”. Naukowcy liczą też kwiaty na metr kwadratowy, żeby zrozumieć, jak gatunki reagują na opady. Mają nadzieję, że wśród milionów roślin znajdą gatunki dotąd nieopisane.
Turystyczny boom i starania o UNESCO
Park narodowy Llanos de Challe, o powierzchni około 113 tys. akrów, zwykle odwiedza około 10 tys. osób rocznie. W ciągu ostatnich kilku tygodni przyjechało tam 15 tys. turystów. Chilijska agencja turystyczna spodziewa się około 300 tys. noclegów w regionie w ciągu dwóch miesięcy kwitnienia. Osobny park narodowy poświęcony temu zjawisku powstał w czerwcu 2023 roku i chroni obszar o powierzchni 141 tys. akrów.
Gubernator regionu Miguel Vargas rozpoczął starania o wpis zjawiska na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jak mówi, to szansa na wzmocnienie turystyki i dywersyfikację gospodarki, zdominowanej dziś przez górnictwo. Chciałby, aby w ciągu kilku lat było to ósme chilijskie miejsce na liście.
Co to oznacza dla polskiego czytelnika
Dla Polaków to przede wszystkim ciekawostka przyrodnicza, ale też przykład tego, jak ekstremalna pogoda potrafi jednocześnie niszczyć i odradzać. Ci, którzy planują podróż do Chile, powinni pamiętać, że okno jest bardzo wąskie: w tym sezonie kwiaty zostaną najwyżej do połowy listopada, a kolejne tak spektakularne kwitnienie może pojawić się dopiero za wiele lat. Warto sprawdzić aktualne warunki w regionie, bo po powodziach część infrastruktury mogła ucierpieć.
Źródło: NPR – „A desert stirs to life: Chile’s Atacama erupts in its biggest floral display in decades”
